Kto prawdę mówi, ten niepokój wszczyna"
Cyprian Kamil Norwid

Debata nad Raportem Stanu Gminy w praktyce

27/06/2019 Włodzimierz Korza

“Dobry raport o stanie gminy powinien być nie tylko rzetelny i zawierać dużą ilość informacji. Równie ważna jest forma raportu, która zainteresuje mieszkańców i będzie wolna od urzędowej nowomowy czy specjalistycznego żargonu. To nie może być jedynie zestawienie liczb i wskaźników. Potrzebne jest również pogłębione przedstawienie kilku najważniejszych osiągnięć i wyzwań, które zajmowały uwagę władz w minionym roku. Przy okazji można pochwalić się największymi sukcesami, ale też wskazać problemy i zarysować cele na kolejny rok.” To słowa z którymi jak najbardziej się zgadzam i takiego też raportu bym oczekiwał.

Raport o stanie gminy – kilka słów o dokumencie

Dokument liczący prawie 200 stron. Niestety nie obyło się bez specjalistycznego żargonu i skomplikowanych tabel. Wielu elementów z mojej perspektywy zabrakło. Trudno tu kogokolwiek winić, ponieważ ustawodawca dał włodarzom dowolność jeżeli chodzi o ogólny kształt raportu. Poprzez uchwałę można było nakreślić elementy niezbędne, czego nie zrobiono.
Prawdą też jest, że nie da się “ogarnąć” wszystkiego. W takim mieście jak Leszno dzieje się zbyt dużo i tu też ciężko mieć do kogokolwiek pretensje. Idealnym momentem na wyjaśnienie wszelkich braków jest dyskusja nad raportem i tu zaczyna się cały galimatias.

Plan dyskusji nad Raportem stanu gminy

Plan był prosty. Zbieramy materiał, co nam brakuje to kompletujemy, robimy prezentację i przedstawiamy naszą wersję Leszna z 2018 roku. Ma być jasno przejrzyście. Slajdy z komentarzem, z odrobiną dowcipu. Podział ról też był prosty. Włodek mówi o Lesznie, o tym czego zabrakło, dopytuje porównuje z danymi historycznymi. Bolesław – porównuje Leszno z miastami podobnymi. Mówienie o samym Lesznie to zawieszenie w próżni. Nie mając punktu odniesienia ciężko jest stwierdzić, czy idziemy w dobrą stronę, czy złą, czy idziemy do przodu ,czy stoimy w miejscu. Taki był plan.

Dzień przed sesją

Przygotowani, uzbrojeni w prezentacje (sam miałem ponad 50 slajdów). Ostatnie szlify, poprawki. I jeden bardzo istotny element. Jak to ogarnąć technicznie, żeby na miejscu nie było problemu z “odpaleniem” prezentacji. Więc dzwonię do Biura Rady dopytać. Dostaję bardzo wyczerpująca odpowiedź, że według ustawy jak najbardziej zostaliśmy dopuszczeni do głosu, ale o prezentacji nie ma mowy…. i w ogóle to nie wiadomo czy są warunki techniczne, żeby taką prezentację wyświetlić.

Słabo mi się zrobiło. Wisi wielki ekran, operator siedzi, każde głosowanie widać jak na dłoni, a pracownik biura rady nie wie czy warunki są… W ustawie jest wyraźnie, że mamy prawo zabrać głos. Do obrazu już prawa nie mamy. 

Noc przed sesją

Nic, trzeba przerabiać na mowę. Już nie będzie obrazowo, przejrzyście, ale chociaż coś powiemy, zapytamy. No to przerabiam wszystko na słowo mówione bez slajdów. Moc już nie ta sama, ale materiał jest. Kilkanaście minut wyjdzie.

Dzień sesji.

Punkt pierwszy – mowa przewodniczącego. Punkt drugi – informacja prezydenta o działalności między sesjami. Obecność na otwarciu inkubatora, otwarcie salonu samochodowego, piknik, pokaz mody. Wszystkie najistotniejsze obowiązki i działania prezydenckie wymienione. Punkt kolejny – debata nad raportem. Najpierw radni, później “Mieszkańcy Leszna”.
Czekam na las rąk do dyskusji, a tu nic. Las wycięty. Same pnie… Jak nic sesja będzie godzinę albo dwie krócej. Nic, tylko się cieszyć!

Nie to nadal za długo, więc radny Piotr Więckowiak składa wniosek formalny o ograniczenie czasu do 8 minut. Przeszło gładko większością głosów. 8 minut na omówienie 200 stron raportu. Mistrzostwo. Może radny Więckowiak dałby radę, ale się nie przekonamy, bo ze swojego prawa (jak reszta) nie skorzystał. Oszacował, że tyle ma starczyć, reszta klepnęła i nasz problem, żeby się w czasie zmieścić. Drugi plan wziął w łeb.

Moja kolej. 

Po tych wszystkich hecach ograniczyłem się jedynie do pytań. Równe 5 minut zajęły mi same pytania  – jednego zapomniałem zadać, przyznaję się. Na dopowiedzenie czegokolwiek zostało mi jakieś 2 minuty. No panie radny Więckowiak, niedoszacował Pan. Było dać 6 minut, ale doceniam hojny gest.
Zadałem pytania i pada pierwsza odpowiedź. Chcę się ustosunkować i słyszę “ale w drodze wyjątku”. Wyjątku? To nie ma trybu ad vocem? To znaczy, że ktoś mi odpowiada  (niekoniecznie na temat, nie koniecznie wyczerpująco) i to jest ostatnie słowo? To jest dyskusja? Nie w mojej definicji, ale chyba tylko w mojej, bo sprzeciwów nie było. 

Czas Bolesława

Zdecydowanie na ekranie byłoby bardziej obrazowo, ale trzeba sobie radzić. Bolesław przedstawia porównanie Leszna do innych miast (głównie grodzkich) o podobnej liczebności niezbyt oddalonych od Leszna. Porównuje zadłużenie, zatrudnienie w urzędzie, wydatki na media, ratingi kredytowe itd. Procedura ta sama. Odpowiedź i koniec “dyskusji”.
W międzyczasie pada pytanie od radnej Aleksandry Petrus-Schmidt czy porównywane miasta spełniają dwa kryteria. Pierwsze czy porównywane gminy są powiatami i drugie  – czy porównywane miasta mają taką samą strukturę jednostek budżetowych. Przewodniczący rady Tomasz Malepszy to pytanie uznał za wypowiedź retoryczną, więc odpowiedź Bolesława była zbędna. Dlatego udzielimy jej tutaj. Za wyjątkiem Ostrowa Wielkopolskiego i Piły porównywane gminy są miastami powiatowymi. Wystarczyło posłuchać, przecież były wymienione z nazw. Dla pewności można było “doguglować”. Odpowiedź druga. Tu bywa różnie i w przypadku zatrudnienia pytanie to może być  uzasadnione. Natomiast zastanawia mnie jakie to ma znaczenie przy wydawaniu pieniędzy na media? Dla mnie nie ma żadnego… Jakie znaczenie ma przy wykonywaniu budżetu, czy wzroście zadłużenia? Dla mnie nie ma żadnego. Jeszcze nie widziałem rankingu np najbogatszych firm, gdzie kryterium byłoby ilość dzieci na utrzymaniu, czy liczba pracowników w firmie. Liczy się wynik. 

Koniec debaty

Tak mniej więcej wyglądała “debata” z naszego punktu widzenia. Po naszym doświadczeniu stwierdzam, że zdecydowanie nie dopracowana formuła. Po głosowaniu i zachowaniu opozycji stwierdzam, że w sumie niepotrzebna.
Dyskusja według definicji to jeden ze sposobów wymiany poglądów na określony temat, poparta argumentami w gronie dwóch lub więcej osób. Czy fakt, że jako “Mieszkańcy Leszna” występowaliśmy we dwóch wyczerpuje znamiona definicji? Czy przedstawienie argumentów, tematów i odpowiedź bez możliwości odniesienia się to dyskusja? W mojej ocenie nie.

Całkiem inaczej to sobie wyobrażaliśmy. Liczyliśmy na aktywność opozycji, dyskusję i rzeczowe odpowiedzi. Żaden z tych punktów nie został spełniony. Dyskusji nie było a opozycja niczym królik z torta wyskoczyła z pięknym oświadczeniem o kredycie zaufania. Nie pozostaje nic innego jak zacytować klasyka – “zostałem dzisiaj oszukany…” i to z dwóch stron.

X

Zieleń miejska – kto co jak i za ile?

Do tej pory zielenią miejską w Lesznie zajmuje się Miejski Zakład Zieleni – zakład budżetowy niemalże finansowany w 100% przez samorząd leszczyński z budżetu miast. Moim zdaniem jest w rażącej sprzeczności z ustawą o finansach publicznych, która umożliwia s finansowanie tego typu zakładu co najwyżej dotacją przedmiotową w wysokości do 50% ponoszonych kosztów. Finansowanie MZZ […]

Czytaj całość